Ciekawostki

Oazy relaksu ze zwierzętami w tle

2012-10-08

Ilona Niebał / Pet Market

Tagi: zwierzęta, karma, akcesoria, centrum ogrodnicze, trendy, rekreacja

Zielone Centrum, fot. Paweł Jakubek, Pet Market

Ten trend jest ogólnoświatowy: w ostatnich latach centra ogrodnicze zmieniają się w miejsca rekreacji i wypoczynku, z placami zabaw i restauracjami. Wszystko po to, by poprawić jakość zakupów i wydłużyć czas spędzany w sklepie przez klientów

Koncepcja centrum ogrodniczego jako kanału sprzedaży i miejsca całorocznych zakupów powstała we wczesnych latach 60-tych XX wieku w Wielkiej Brytanii. Choć niektóre z brytyjskich centrów szczycą się dziś korzeniami sięgającymi XVIII wieku, najczęściej oznacza to nic innego jak fakt, że założenie centrum ogrodniczego poprzedziło wieloletnie prowadzenie szkółki drzewek i innych roślin. Amerykanie jako pierwsi wpadli na pomysł, żeby rośliny sprzedawać przez cały rok, lecz to właśnie Brytyjczycy pokazali całemu światu, jak to zrobić.

Do dziś zachowali wiodącą pozycję jako kraj z najbardziej zaawansowanymi w rozwoju centrami ogrodniczymi. Nie ustępują mu Francja, Niemcy i Holandia.

Dominują sieci

W Europie, w branży ogrodniczej, w przeciwieństwie do rynku amerykańskiego, dominują sieci. – W ostatniej dekadzie w Wielkiej Brytanii sieci masowo wykupywały niezależne centra. Spowolnieniu uległo to dopiero – z powodu kryzysu – w ciągu trzech ostatnich lat – mówi Matthew Appleby, zastępca redaktora naczelnego magazynu „Horticulture Week”, skierowanego do profesjonalistów branży ogrodniczej.

W 2010 roku wartość rynku detalicznego w branży ogrodniczej w Wielkiej Brytanii wyniosła 4,6 mld funtów. Niezależne, mniejsze centra ogrodnicze, utrzymują się na brytyjskim rynku w liczbie około 2500. Największa sieć – The Garden Centre Group (wcześniej znana jako Wyevale) liczy 129 sklepów, druga pod względem wielkości – postrzegana jako trendsetterska – Dobbies (w roku 2008 przejęta przez Tesco) – liczy 32 sklepy. – Obecnie buduje nowe centra – informuje Matthew Appleby. Kolejne sieci plasujące się w pierwszej dziesiątce tworzy od kilkunastu do 26 sklepów.

W Stanach Zjednoczonych nie ma żadnej sieci centrów ogrodniczych, która funkcjonowałaby na przestrzeni całego kraju. Jest kilka regionalnych sieci, jednakże dominują niezależne, indywidualne centra ogrodnicze. Wiele z nich łączy się w grupy zakupowe, z których największa liczy około 800 członków. Podobne grupy zakupowe funkcjonują także w Europie – m.in. w Niemczech i w Szwecji.

Rozrywka dla zamożnych seniorów

Od szkółki ogrodniczej po wielkie markety – co leży u podstaw tak znaczących zmian? Były one niezbędne. Komfort zakupów, mnożenie rozrywek towarzyszących sprzedaży to oręż w walce o czas wolny nabywców. Z czasem też konkurencją dla centrów ogrodniczych stały się markety typu DIY (z ang. „zrób to sam”). Gdy te ostatnie znacząco obniżyły ceny, centra ogrodnicze stanęły przed koniecznością znalezienia wyjątkowego wyróżnika, który sprawi, że to na ich ofertę będą decydować się klienci.

Zdaniem analityków zachowań zakupowych, za dalszym intensywnym rozwojem centrów ogrodniczych jako miejsc spędzania wolnego czasu w krajach zachodnioeuropejskich przemawia wzrost liczby zamożnych osób oraz starzenie się społeczeństw.

Magnetyczne przyciąganie naturą nie jest łatwo wykreować. Przewagą centrów ogrodniczych nad marketami typu „zrób to sam” wciąż pozostaje infrastruktura techniczna – by rośliny w doskonałym stanie czekały na swoich nabywców, potrzebne jest zaplecze techniczne o dużym stopniu zaawansowania.

Jak to się robi w Polsce?

W naszym kraju trend przekształcania centrów ogrodniczych w oazy harmonii z naturą stawia dopiero pierwsze kroki. Europejskimi sieciami zainspirowali się m.in. właściciele Centrum Ogrodniczego Majewscy w Legnicy, wprowadzając ostatnie znaczące zmiany. – Po decyzji o rozbudowie, którą podjęliśmy trzy lata temu, obserwowaliśmy kilka europejskich centrów ogrodniczych regularnie. Raz w miesiącu, ewentualnie raz na dwa miesiące bywaliśmy w Holandii, Niemczech i w Belgii. Spotkaliśmy się też z właścicielami tych centrów – spotkania te zaaranżowała znana firma Deforche, zajmująca się kompleksowo projektowaniem i rozbudową centrów ogrodniczych –  opowiada Sławomir Majewski. Efekt? Hale w niczym nie ustępujące europejskim centrom ogrodniczym. – Mieszkamy bardzo blisko firmy. Czasem idąc do domu, po drodze rozmawiam z klientami. Gdy wracam po prawie dwóch godzinach, często widzę, że ta sama osoba wciąż jest w naszym sklepie! – z satysfakcją opowiada przedsiębiorca. Dzięki rozbudowie, filozofii firmy i podejściu do klienta Centrum Ogrodnicze Majewscy w ogóle nie odczuło faktu rozpoczęcia działalności na legnickim rynku marketu typu DIY. – Jeżeli młody mężczyzna potrzebuje tylko szpadel, a ma w samochodzie dziecko i jest 3 km od nas i 3 km od sklepu typu DIY – a cena szpadla w obu miejscach jest taka sama – gdzie przyjedzie? Zrobiliśmy wszystko, żeby taki klient przyjechał do nas! Takich sytuacji jak ta wyobraziliśmy sobie co najmniej kilka i na ich podstawie wprowadzaliśmy zmiany w naszym centrum – mówi Sławomir Majewski. – Nie wymyśliliśmy niczego nowego. Każde centrum w Holandii czy Belgii jest tak właśnie skonstruowane i dostosowane do potrzeb i oczekiwań klientów. Przenieśliśmy wiele wzorów, lecz w oparciu o realia finansowe Polski. Mamy w sprzedaży przecież produkt ostatniej potrzeby – nie jest niezbędny. Tymczasem w sezonie sprzedajemy 5 tys. roślin dziennie. Ich nabywcy mogą bez nich żyć – po prostu naprawdę chcą je u nas kupić – podsumowuje Sławomir Majewski.

Autor: Ilona Niebał
Źródło: Pet Market

 

Coś dla miłośników zwierząt

W największych centrach ogrodniczych przestrzeń przeznaczona na rośliny i akcesoria ogrodnicze to średnio 40 proc. Coraz częściej można w nich znaleźć także karmy i akcesoria dla zwierząt

Na tych 60 proc. powierzchni w europejskich centrach ogrodniczych obok m.in. artykułów wyposażenia wnętrz, jednym ze stałych elementów jest dział z artykułami dla zwierząt trzymanych do towarzystwa – to już niemal standard. Również w wielu polskich sklepach tego typu dostrzegany jest potencjał tego asortymentu. – Z jednej strony produkty zoologiczne w centrach ogrodniczych w całej Europie kompensują niskie dochody uzyskiwane z asortymentu ogrodniczego poza sezonem. Z drugiej strony natomiast dział zoologiczny to w centrum ogrodniczym o wiele więcej – z żywymi zwierzętami współtworzy żywą, harmonijną atmosferę nawiązującą do natury, z jaką takie miejsce sprzedaży powinno się kojarzyć – mówi Corine van Winden, reprezentująca magazyn „Pets International”. – W wiodących brytyjskich centrach ogrodniczych dział zoologiczny to rzeczywiście standard. Jest jednak wiele firm, które dopiero teraz dostrzegają jego potencjał. Np. Gardman akcesoria dla zwierząt wprowadził w tym roku – mówi Matthew Appleby. – Specyficznymi produktami są za to w centrach ogrodniczych karmy dla dzikich ptaków. Nawet jeżeli centrum ogrodnicze nie ma bardziej rozwiniętego działu zoologicznego, to są produkty, których konkurencyjność i potencjał dostrzegli prawie wszyscy operatorzy na brytyjskim rynku – dodaje.

Jedynie w skandynawskich centrach ogrodniczych dział zoologiczny pozostaje rzadkością.

made by KKVLAB
Nasza strona wykorzystuje pliki cookies w celach statystycznych. Korzystanie ze strony oznacza zgodę na ich zapis i wykorzystanie. Więcej informacji można znaleźć w Polityce prywatności.