Relacje z człowiekiem

Relacje ze zwierzętami są prostsze

2012-11-03

Ilona Niebał / Pet Market

Tagi: zwierzęta, pies, humanizacja, ubranka dla psa, holizm

Dziś związki między ludźmi są mniej trwałe, fot. iStock

Humanizacja zwierząt towarzyszących nie może wiązać się wyłącznie z poziomem zamożności i fantazją ich właścicieli. Za każdym trendem dotyczącym zwierząt powinny stać dwa istotne aspekty – zdrowie zwierząt i rozsądek ich posiadaczy. Z Wendy Nan Rees, doradcą w zakresie stylu życia zwierząt, rozmawia Ilona Niebał

Ilona Niebał: – Humanizacja zwierząt z pewnością nie jest wyłącznie jeszcze jednym pomysłem na biznes. Nie została też wykreowana tylko z tego względu, że była bardzo potrzebna zwierzętom. Co stoi za rosnącą popularnością tego trendu?
Wendy Nan Rees:
– Tradycyjne rodziny ciągle funkcjonują, ale obok nich jest wiele innych modeli życia. Żyjemy w czasach, w których związki między ludźmi są mniej trwałe niż wiele lat wcześniej. Relacje ze zwierzętami są od nich znacznie prostsze, mniej skomplikowane i w wielu przypadkach po prostu trwalsze. Humanizacja zwierząt to forma nagradzania za bezwarunkową miłość, na którą możemy liczyć z ich strony. Rodzina stworzona ze zwierzętami, jest w stanie dać bardzo wiele. Lepiej przecież zjeść świąteczny posiłek ze zwierzętami i w ich towarzystwie rozpakować prezenty niż np. rozpaczać nad własną samotnością i nieudanym życiem osobistym.

IN: – W jaki sposób i kiedy w Stanach Zjednoczonych właściciele zwierząt zaczęli traktować je podobnie jak ludzi? Co było początkiem humanizacji amerykańskich zwierząt towarzyszących?
WNR:
– Musimy sięgnąć do dość odległej historii, ale jednocześnie bardzo mi bliskiej, ponieważ wiąże się ona z początkami mojej kariery zawodowej. Ruch, od którego zaczęła się dzisiejsza humanizacja zwierząt, swoje początki w USA miał we wczesnych latach 70. Jedną z osób zaangażowanych w te działania, którą spotkałam osobiście, był weterynarz Robert Goldstein. Zaczął od idei holistycznego żywienia zwierząt, później propagował holistyczną opiekę nad zwierzętami, jednocześnie ciągle edukując ludzi. Początkiem była więc zmiana żywienia, wszystkie kolejne propozycje dla zwierząt pojawiły się dopiero później.

IN: – Humanizacja jest więc procesem, a nie przebojowym wejściem nowej mody.
WNR:
– Łatwo jest zarażać innych pewnym trendem, gdy sami w niego wierzymy. Ja, jeżeli chodzi o humanizację zwierząt, miałam taki osobisty bodziec. Otóż miałam psa rasy shar pei uczulonego na soję, sól i konserwanty – żeby móc go zdrowo karmić, poszłam do szkoły gotowania dla psów. Nawet przy moim doświadczeniu i tym, ile już miałam w swoim życiu psów, z każdym idę na szkolenie do szkoły dla psów. Pozbawianie ich tego, to ogromna krzywda dla zwierząt. Weźmy choćby pod uwagę takie sytuacje jak burza czy trzęsienie ziemi. Nieszkolone zwierzę w tym momencie traci poczucie bezpieczeństwa i wpada w panikę, biegając po całym domu. Pies, który przeszedł szkolenie wie, gdzie jest jego bezpieczne miejsce, w którym może przeczekać zagrożenie.

Oczywiście nie ma jednej drogi rozwoju trendu humanizacji zwierząt. Dziś nie jest on ustabilizowany, lecz wciąż rosnący i rozwijający się. Obecnie wiele się o tym mówi, np. na kursach dla młodych weterynarzy. Kiedy właściciel trafia do lekarza ze szczeniakiem, i zwierzę, i w pewnym sensie jego właściciel, są czystą kartką. To lekarz i pierwsze kroki właściciela zdecydują o tym, czy i jak pies będzie tolerował czyszczenie uszu, skracanie pazurów, otwieranie mordki i czyszczenie zębów itd.

Żeby te wszystkie zmiany w relacjach ze zwierzętami miały sens, żeby moja praca miała rację bytu, wszystkie osoby propagujące traktowanie zwierząt jak ludzi, musiały i nadal muszą wybiegać ze swoimi ideami około pięć lat w przyszłość i konsekwentnie realizować to, co założyły, mimo że wiele osób na początku w to w ogóle nie wierzy. Jeżeli ze zniechęcenia coś porzucimy, boleśnie przekonamy się, że dokładnie za pięć lat będzie to hitem na rynku.

Zawsze więc trzeba próbować coś wynaleźć i bezwzględnie w to wierzyć. Tylko dzięki temu np. przed laty wraz z jeszcze jedną dziewczyną byłyśmy jedynymi ekspertkami od stylu życia zwierząt w naszym regionie, a w 1990 roku własnym nakładem wydałam i sprzedałam 5 tys. egzemplarzy mojej pierwszej książki.

IN: – Czy istnieją granice trendu humanizacji zwierząt? Jak je przesuwać, a z drugiej strony – których absolutnie nie przekraczać?
WNR:
– To w przypadku każdego właściciela zwierzęcia sprawa bardzo osobista i indywidualna. Mimo tego musimy o tych granicach mówić, żeby ciągle edukować ludzi. Nie jest zdrowe, ani zgodne z ich naturą np. codzienne ubieranie psów – chyba że w ogóle nie mają sierści. Chihuahua, Yorkshire Terrier i inne rasy potrzebują ubranek, ponieważ jest im zimno, zwłaszcza np. w Minnesocie, czy w niektórych porach roku w Polsce. Sweter więc jest akceptowalny, zabawny kostium założony na chwilę również, ale piżama na całą noc jest już krokiem wbrew naturze psa. Takie rasy, jak np. Husky, nie mogą mieć całej garderoby, ponieważ w ich naturze nie leżą takie potrzeby. W wyznaczanie granic humanizacji zwierząt powinni się zaangażować moim zdaniem przede wszystkim lekarze weterynarii. Właściciel decyduje, czy jego kolejny wybór jest rozsądny, a lekarz mówi, czy jest zdrowy. Sklepy z kolei pokazują, co nowego mamy do dyspozycji.

IN: – Jak kreować akceptację dla humanizacji zwierząt towarzyszących w społeczeństwach początkujących, nie tak zaawansowanych pod tym względem jak mieszkańcy USA?
WNR:
– Myślę w tym momencie o pochodzącym z Maroko mężu mojej siostry. Szesnaście lat zajęło mi przekonanie go, że warto mieć psa, a później – całe szczęście już krótszy czas – że psa trzeba trzymać w domu. Teraz mogę powiedzieć, że naprawdę go kocha i traktuje jak członka rodziny. Myślę więc, że warto przypomnieć sobie, jak to było, gdy po raz pierwszy w swoim życiu zobaczyliśmy na żywo konia czy złotą rybkę, pobawiliśmy się z małym kotkiem czy ze szczeniaczkiem. Wróćmy do swojego dzieciństwa. Jesteśmy wtedy i bezbronni, i podatni na tak wiele nowych rzeczy. Próbujemy czegoś nowego, ale zachowujemy pewną ostrożność. Tak samo należy postępować ze zwierzętami – kochajmy je i dawajmy im to, co naszym zdaniem dla nich najlepsze, ale cały czas zachowujmy rozsądek i umiar. Do tego potrzebny jest w każdym kraju cały ruch rozumiejących to zjawisko i sprzyjających mu osób, cały czas mających na uwadze zdrowie i bezpieczeństwo zwierząt.

Autor: Ilona Niebał
Źródło: Pet Market

made by KKVLAB
Nasza strona wykorzystuje pliki cookies w celach statystycznych. Korzystanie ze strony oznacza zgodę na ich zapis i wykorzystanie. Więcej informacji można znaleźć w Polityce prywatności.